Tak się złożyło, że w końcu trafiłam do firmy, gdzie moja znajomość rosyjskiego
jest jak najbardziej mile widziana i dobrze wykorzystywana. Lata ciężkiej
nauki nie poszły na marne. W obecnej pracy mam możliwość na codzień używać tego
języka w kontaktach z klientami. Głównie przez telefon, jednak od czasu do
czasu i na trafiają się niecodzienne okazje - jak odwiedzić partnerów biznesowych w
ich krajach.
Na ten raz zaplanowana została trasa
Wiedeń-Istambuł-Taszkient-Almaty-Istambuł-Wiedeń.
Samolot pełny, uzbekowie wracają z piątkowych zakupów na tureckich bazarach.
Ich torby ledwo pomieściły się w półkach bagażowych. Wśród pasażerów
przeważają mężczyźni ubrani markowo (made in Turkey) od stóp do głów.
Głośne
rozmowy w dziwnym języku, muzka słuchana bez słuchawek (bo przecież nikomu nie
przeszkadza), intensywny aromat perfum zmieszany z zapachem potu...
Na szczęście zmęczenie daje się we znaki i gwara stopniowo ucicha. Niektórzy
czują się jak w domu i porozkładali się na wolnych miejscach. Akurat mi się
trafił taki wygodnicki sąsiad.
Droga minęła spokojnie, niestety, jak to zwykle bywa, nie byłam w stanie zmróżyć oka w czasie lotu.
| Добро пожаловать в Ташкент!!! |
Keine Kommentare:
Kommentar veröffentlichen